Image Hosted by ImageShack.us

O paznokciach

W dziale "O paznokciach" postaram się przekazać wszystko co wiem na temat lakierów, paznokci i ich przedłużania...

Lakiery

Na zdjęciu możecie zobaczyć większość lakierów, jakie posiadam. Jak widać, nie są to na razie produkty drogich marek, no ale na wszystko przyjdzie czas...

Image Hosted by ImageShack.us

Zdobienia

Tutaj pierwsze zdobienie farbkami akrylowymi, jakie wykonałam.

Żele

Przedłużanie paznokci metodą żelową robię już od gimnazjum (czyli kilka długich lat...), na początku czysto hobbystycznie, z czasem bardziej na poważnie.

O makijażu

Makijaże. Cóż, sprzęt jest. Jeszcze tylko wprawy brak. Podobno człowiek uczy się całe życie.

O innych takich

Będzie też o kosmetykach do twarzy i ciała, godnych polecenia i ich składach.

Przegląd prasy

Czasami w gazetach widzimy jakieś fajne makijaże, czy paznokcie, pozbawione niestety instrukcji "krok po kroku". Będę się starała jakoś pomóc w tej kwestii.

Z trochę innej beczki

Tutaj będzie trochę o mnie: o książkach, które czytam, o muzyce, której słucham i o wszystkim innym, co przyjdzie mi do głowy, a nie będzie nadawało się nigdzie indziej.

środa, 6 marca 2013

Wielka paleta z Sephory

Kilka miesięcy temu zastanawiałam się co zrobić: czy kupić wielką paletę z jak największą ilością cieni, czy może w podobnej cenie dobrać sobie kilka dobrych cieni w najczęściej używanych kolorach. Najczęściej doradzana jest opcja druga. Wzięłam pod uwagę wszystkie plusy i minusy. Ostatecznie okazało się, że nie potrafię wybrać 10 czy 12 cieni, muszę mieć ich dużo więcej, zwłaszcza, że nie potrzebowałam ich tylko do własnego użytku, ale też, żeby malować innych. 
Dlatego zdecydowałam się na dużą paletę. Mając tak duży wybór cieni, będę mogła zobaczyć, których używam najczęściej i wtedy szukać takiego koloru jako oddzielnego, fajnego cienia.
I tak oto mam w domu wielką paletę z Sephory, którą mogliście wcześniej zauważyć na zdjęciach głównych, na górze strony. 
Zamówiłam ją na Allegro, cena to około 180-200zł.


niedziela, 24 lutego 2013

Półksiężyce (obłączki) na paznokciach- dobrze czy źle?

Moje paznokcie mają się już ciut lepiej po ostatniej masakrze, dlatego czas żeby tamten post ustąpił miejsca nowemu. 

Do tego co zaraz napiszę, natchnął mnie jeden z komentarzy. Pojawiła się w nim teza, że moje posiadanie obłączków na paznokciach jest oznaką jakichś nieprawidłowości. Sama słyszałam to już wiele razy, ale jakoś nigdy nie sprawdzałam tej informacji. Tym razem wygooglowałam i podzielę się tym, co wyczytałam...

środa, 20 lutego 2013

Jak zabiłam moje paznokcie, czyli ściąganie żelu.

To jest jedna z tych rzeczy, do których nie należy się przyznawać. To tak jak wtedy kiedy idziesz to kosmetyczki i nawiązuje się dialog w stylu:
-Czy stosuje pani jakąś domową pielęgnację ciała?
-Nie...
-Ale nic? Nawet balsamu?

-No czasem balsam...

Bo co tu innego odpowiedzieć, skoro głupio się przyznać, że jedyny balsam jaki mamy to ten dodany do "Claudii", czy innego "Bravo", 5 lat temu...

Oczywiście to tylko przykład :)

Ale tak też jest kiedy osoby robiące paznokcie żelowe, powtarzają ciągle "niech Pani nie ściąga żelu sama, lepiej przyjść do mnie", a klientka wtedy sobie myśli "a po co ja mam iść i jej płacić, skoro można inaczej?". A stylistki same też nigdy nie przyznają się, że z braku czasu zamiast 'profesjonalnie' sięgnąć po frezarkę/pilniczek/bloczek, po prostu zrywają żel.

Ja natomiast przyznam się do tego, co zrobiłam i pokażę Wam dlaczego nie należy odrywać/odgryzać/podważać żelu z paznokci.

Zróbmy to metodą szokową. Oto efekt:

Jak widzicie- paznokcie są wręcz roztrojone, zwłaszcza na końcach.

 

...

niedziela, 17 lutego 2013

Dutch Tulips by OPI

W ten spokojny, niedzielny wieczór zaprezentuję Wam, trzeci już, lakier z OPI. Tym razem Dutch Tulips, który faktycznie kojarzy mi się z czerwonymi tulipanami. Kolor przepiękny. Nie róż i nie czerwień. Ciężko ująć go na zdjęciach, ale tak jak ostatnio- pierwsze zdjęcie chyba najlepiej oddaje realny odcień.





I chociaż nie wypróbowałam jeszcze dwóch- już teraz wiem, że to jest mój ulubiony! 
Ze zmywaniem niestety nie było aż tak pięknie, jakbym chciała. German-icure zmył się zdecydowanie lepiej, chociaż myślałam, że będzie z tym problem, skoro lakier był tak ciemny. Na płytce jednak nie zostały żadne pozostałości po kolorze. Tutaj niestety trzeba było "szorować".


xoxo P.D.

piątek, 15 lutego 2013

Bielenda- Witaminowa Maska Algowa

Nadeszła pora na pierwszy post na temat jakiegoś kosmetyku pielęgnacyjnego.
Postanowiłam napisać o moim ulubionym.


Kiedyś żadne maseczki mnie nie interesowały. Czasem kupowałam te w saszetkach, za 2-3zł, ale nie widziałam żadnych sensowniejszych efektów. Aż tu kiedyś nagle na zajęciach z kosmetyki zrobili mi maseczkę algową. No i się "zakochałam".

Po jakiś czasie stwierdziłam, że MUSZĘ mieć swoją własną. Najpierw poczytałam o różnych rodzajach. Ostatecznie pomyślałam, że nie będę wybierać maski tylko dla mnie- kupię taką, którą będę mogła użyć w zabiegach dla innych osób, czyli najbardziej neutralną. I tak też zrobiłam. 


Kupiłam witaminową maskę algową z Bielendy.

Na opakowaniu napisano:

"Składniki aktywne: Witaminy E, C, PP, B5, B6.


Witamina E- hamuje  procesy starzenia się skóry, nawilża, wygładza i zmiękcza naskórek, łagodzi ewentualne stany zapalne. Zmniejsza szkodliwe działanie promieni słonecznych na komórki skóry.

Witamina C- stymuluje syntezę kolagenu, chroni skórę przed infekcjami i przebarwieniami.

Alginat- ekstrakt z alg brunatnych, bogaty w aminokwasy, witaminy, mikro- i makroelementy.
 


Stosowanie: Wmasować serum odpowiednie do typu cery. Następnie nałożyć na całą twarz maskę- łącznie z powiekami i ustami, pozostawiając wolne otwory nosowe. Wymieszać 2,5 miarki proszku oraz 3 miarki zimnej wody mineralnej, do uzyskania gładkiej masy. Rozłożyć maskę równomiernie na całą twarz i szyję. Po kilku minutach maska tężeje. Po 20 minutach maskę zdjąć w całości."



A teraz odniosę się do tego opisu...

czwartek, 14 lutego 2013

Walentynkowo (?)

Kiedy myślę o Walentynkach, chodzi mi po głowie taki wierszyk z dzieciństwa:

"Serce sercu serce dało, 
żeby serce je kochało.
Teraz serce serce prosi-
-niech je serce w sercu nosi".

W tym roku obyło się bez kartek i innych takich.

Najpierw miałam plan potraktować ten dzień tak, jak każdy inny w roku. Zapytałam koleżankę czemu się w ogóle przejmujemy, skoro to nie nasze święto. Powiedziała, że może dlatego, że chcemy, żeby było nasze.
Może to być prawdą.

Dlatego dzisiaj wino, lody i komedie romantyczne.

I paznokcie walentynkowe też niech będą. Miałam w planie zrobić kilka zdobień i je tutaj zamieścić kilka dni wcześniej. Jak widać- nie udało się. 

Później chciałam zrobić jasno-różowe paznokcie z czerwonymi serduszkami. Jak zaraz zobaczycie- również się nie udało. Różowy lakier mi "zdechł", a czerwonego nie było widać na różu. 

Ostatecznie użyłam lakierów z OPI. Róź, który widzicie poniżej to Strawberry Margarita by OPI. 

(Rzeczywisty kolor, przy zwykłym świetle jest taki jak na pierwszych zdjęciach, trzecie to efekt z użyciem lampy w aparacie.)







  
Zabieram się więc za moje filmy. W planach "Szkoła uczuć", "Jak stracić chłopaka w 10dni", "Idealny Facet", czyli moje walentynkowe klasyki :)













A wszystkim zakochanym życzę SZCZĘŚLIWYCH WALENTYNEK! 


PS. Jutro Dzień Singla :)









xoxo P.D.

czwartek, 7 lutego 2013

German-icure by OPI

Dobry wieczór wszystkim :) Muszę, no po prostu muszę podzielić się z Wami moją radością, spowodowaną realizacją jednego z moich kosmetycznych marzeń! Gdyby nie koleżanka, która wysłała mi link strony, gdzie były lakiery OPI w promocji- nadal mogłabym o nich tylko pomarzyć. Tymczasem odpuściłam sobie kolejną parę butów, przełożyłam w czasie zakup kilku ozdób do paznokci i są! Dzisiaj rano kurier przywiózł mi 5 cudownych buteleczek z lakierami! Naskrobię teraz coś na temat pierwszego z nich :)

German-icure by OPI to bardzo ładny lakier w kolorze ciemnym bordo z malutkimi, świecącymi, czerwonymi drobinkami. Cudownie się mieni. Był pierwszym, który wpadł mi w oko, z tych, które były dostępne w promocji (zamiast 49 zapłaciłam 29zł!). 


Mając w głowie wszystkie pozytywne komentarze, jakie czytałam, odkręcałam buteleczkę z tym samym uczuciem, z jakim jako mała dziewczynka odpakowywałam prezenty pod choinką (wcale nie mówię, że już mi to zupełnie przeszło!). Później zabrałam się do malowania.

Nie wiem jeszcze jak lakier zachowuje się na naturalnych paznokciach, bo ja nadal mam żele. Próbowałam pomalować po jednym paznokciu mojej kuzynce (lat prawie 12), ale to dziewczę niestety nie da się oduczyć obgryzania paznokci, więc w sumie nie było za wiele "powierzchni" do malowania. Wydawało mi się, że pierwsza warstwa pokryła całkiem nieźle. 



 Na żelach natomiast było dziwnie. Pierwsza warstwa zdecydowanie nie pokryła. Przy drugiej- lakier jakby śmiesznie ześlizgiwał się z żelu, mimo, że pierwsza była prawie sucha, zdarzało się na niektórych paznokciach tak, że druga warstwa, zamiast dodatkowo pokryć to "ściągała" pierwszą i robiły się jeszcze większe prześwity. Ten OPI ma jednak dobrą, nie za gęstą konsystencję, więc udało mi się domalować, co nie zepsuło efektu malowania. Nie udało mi się jednak idealnie pokryć wolnego brzegu, chyba jednak było za ślisko, może mogłam poczekać, aż pierwsza warstwa lepiej wyschnie, no ale chyba rozumiecie dlaczego tak mi się spieszyło, żeby sprawdzić jak to wyjdzie :)



Ostatecznie jestem zadowolona. Oczywiście nie wiem jeszcze nic na temat tego jak zmywa się lakier OPI, ani jak długo się trzyma. Ale na pewno dam znać, jak tylko się dowiem :)


 
W najbliższym czasie pokażę pozostałe 4. Mam też w planach post na temat maseczki algowej. To już niedługo :)


xoxo P.D.

wtorek, 29 stycznia 2013

Saran wrap nails- podejście pierwsze

Cześć :) Jak Wam mija popołudnie? Ostatnio przypadkiem natknęłam się na yt na filmik przedstawiający Saran (albo jak kto woli- "Plastic") Wrap Nails i postanowiłam spróbować.

O co chodzi?
Wybieramy sobie dwa kolory lakieru. 
Malujemy paznokcie pierwszym z nich, czekamy aż dobrze wyschną. Wtedy przygotowujemy sobie folię i malujemy pojedynczo każdy paznokieć drugim kolorem. Zanim wyschnie, zgniecioną folię przykładamy do niego kilkakrotnie, tak, że folia "ściąga" drugi lakier. Efekt przypomina trochę pękające lakiery i jest, oczywiście, zależny od użytej folii i tego jak będziemy ją przykładać. Ja niestety nie znalazłam u siebie idealnej do tego, trochę grubszej i sztywniejszej folii, dlatego użyłam zwykłego, cienkiego woreczka. Wyszło co wyszło, następnym razem zaopatrzę się w coś innego i zmienię kolory. 

Najpierw użyłam pastelowego, łososiowo-różowego lakieru z Bell.


Jako drugi- seledynowo-turkusowy z Safari.
 

Nie chciałam, żeby się świeciły, więc zamiast zwykłego top coata użyłam matującego. 
Później stwierdziłam, że przy takich kolorach chyba jednak ładniej wyglądały, jak błyszczały.


xoxo P.D.

poniedziałek, 28 stycznia 2013

Paznokcie reggae, czyli 6 urodziny zespołu Bethel

W piątek mój ukochany, wrocławski zespół Bethel obchodził swoje 6 urodziny. Z tej okazji był koncert, na którym oczywiście nie mogło mnie zabraknąć. 

Nie jestem osobą, która chodzi z dredami czy warkoczykami, na co dzień unikam też raczej takich kolorów, ale skoro koncert to: czemu nie? Tym razem postawiłam na kolczyki, które zakupiłam dwa lata temu na Punky Reggae Live i paznokcie. 

Pogrzebałam w szafie mojej, pogrzebałam w szafie mojej mamy. Ostatecznie znalazłam 3 lakiery, które mnie interesowały, czyli: czerwony, żółty i zielony. Znalazłam też gąbeczki do podkładu, których nie używam, ale zostały mi po malowaniu dzieciaków na Halloween (KLIK). 
Najpierw chciałam uzyskać efekt jak przy normalnym ombre, tak, żeby kolory ładnie przechodziły jeden w drugi, ale później pomyślałam, że jak szaleć to szaleć, niech każdy kolor będzie dobrze widoczny. Najwięcej problemów miałam z zielonym, który zamiast coraz ciemniej wychodził coraz jaśniej. Do niektórych paznokci przykładałam gąbeczkę trzykrotnie, ale ostatecznie wyszło prawie tak jak chciałam. 

Oczywiście nie wystarczyło mi to i musiałam coś dodać. Okazało się, że mam cyrkonie w takich kolorach, więc kolejny raz: "czemu nie?" :) Najbardziej zaskoczyło mnie to, że nadal mam te paznokcie i do tej pory nie odpadła mi ani jedna cyrkonia. Wszystkie są na swoim miejscu, a byłam pewna, że po jednej nocy nie będzie połowy. Miłe zaskoczenie :) Zalałam je dobrze top coatem, przez co jednak straciły swój połysk. 

Tutaj jeszcze bez top coata:


wtorek, 22 stycznia 2013

Jak zrobić COŚ z niczego.

Zbliżającą się sesję widać nawet na blogach, które zaczęły zimować. Nic się nie dzieje, ale też nikomu się nic nie chce. Mi, niestety, chwilowo też. Dlatego znowu pójdę na łatwiznę i pokażę Wam stare zdobienie, na tipsie. Ale to jest inne od wszystkich. Na zdjęciu poniżej możecie zobaczyć siateczkę i cyrkonie. Niby nic dziwnego, ale...




... przypatrzcie się dobrze. Nie jest to siateczka kupiona typowo jako ta "do wtopienia w żel". Zdarzało mi się wtapiać już różne rzeczy. Kiedyś pokażę paznokcie ze wstążki z kwiatków. Wróćmy jednak do czarnej siateczki. Miałam taką, niby specjalną, ale próbowałam to przykleić, sztywne strasznie. Nie chciało się "położyć" na paznokciu. Zaczęłam chodzić i szukać. I znalazłam co? Siatkę na muchy. Taką do okien, jeszcze nie odpakowaną (żeby nie było!). No i proszę. Siateczka bardzo miękka, wtopiła się bez żadnego problemu. 
Zastanawiałam się czy się przyznać. Najpierw myślałam, żeby dać same zdjęcia zdobienia. Ale później ubzdurałam sobie, że jeśli powiem czego użyłam, wprawi to Was w lepszy humor, a do tego może ktoś też zacznie się rozglądać dookoła i przyjdą mu do głowy nowe pomysły. Także szukajcie, albowiem jak widać- wiele ciekawych rzeczy można znaleźć, po znacznie mniejszym koszcie niż mogłoby się wydawać.



Teraz widzę też, że te paznokcie miały trochę kształt na tzw. "łopatę", no ale... wtedy takie mi się podobały :)


Zatem życzę wszystkim ciekawych pomysłów!


xoxo P.D.

Twitter Delicious Facebook Digg Stumbleupon Favorites More